Istotnym orężem w tej walce miały być siły tzw. bezpieczeństwa publicznego, które po utworzeniu w 1945 r. rządu zyskały rangę ministerstwa. W terenie rozbudowywano sieć wojewódzkich i powiatowych urzędów bezpieczeństwa, szukano współpracowników i zachęcano do donosów, by jak najskuteczniej rozpoznać i sparaliżować działania Polaków, stawiających opór nowej, narzuconej przez okupanta władzy.
Już jesienią 1944 r. w powiatach augustowskim i suwalskim działały urzędy bezpieczeństwa publicznego. W połowie 1945 r. pracowało w nich nie więcej niż 90 osób, z czego ponad 1/3 zajmowała stanowiska techniczne. Niemniej jednak dzięki znajomości ludzi i terenu wnieśli oni istotny wkład w przebieg sowieckiej operacji w rejonie Puszczy Augustowskiej. Aleksander Kuczyński, kierownik Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Augustowie, tuż przed rozpoczęciem obławy oraz w jej trakcie przygotowywał i tłumaczył na język rosyjski listy z nazwiskami „zarejestrowanych czynnych członków AK” oraz ważniejsze dokumenty, które następnie przekazał sowieckiemu sztabowi wojskowemu. Jego podwładni pomagali Sowietom, wskazując podejrzanych, asystowali przy ich aresztowaniu i wstępnym przesłuchiwaniu. Wiele ofiar Obławy Augustowskiej zostało zatrzymanych przez kilkuosobowe zespoły żołnierzy sowieckich, którym niekiedy towarzyszył funkcjonariusz UB. W niektórych przypadkach udało się ustalić imiona i nazwiska tych osób. Na przykład Jana Chełmińskiego zabrało z domu dwóch żołnierzy Armii Czerwonej w asyście funkcjonariusza UB Edwarda Leszczyńskiego, który wraz z kolegą z UB, Janem Szostakiem, towarzyszył też zatrzymaniu przez Sowietów Henryka Dyczewskiego. Mimo dużego zaangażowania polskie organa bezpieczeństwa nie mogły liczyć na szeroki dostęp do informacji pozyskanych przez sowieckich śledczych w trakcie obławy. Nawet w wolnej Polsce, po 1989 r., żołnierze i funkcjonariusze byłych komunistycznych służb nie chcieli pomóc w poznaniu prawdy. Przesłuchiwany w latach dziewięćdziesiątych XX w. Edward Leszczyński, były funkcjonariusz augustowskiego UB, powiedział prokuratorowi, że jego zdaniem obławę zorganizowali i przeprowadzili wyłącznie Sowieci. Według niego trwała ona właściwie tylko jeden wieczór. Zeznał też, że nie brał udziału w zatrzymywaniu podejrzewanych osób, nie poznał żadnego żołnierza sowieckiego i nigdzie nie wyjeżdżał.