Jedną z uniwersalnych potrzeb zarówno indywidualnych, jak i zbiorowych – społecznych, jest upamiętnienie osób bądź zdarzeń uznawanych za istotne. Ma ona swoje uzasadnienie psychologiczne. Z perspektywy historyka ciekawszy jest jednak jej aspekt ideologiczny.
Teoretycznie, to, w jaki sposób i kogo decydujemy się upamiętniać, jest świadectwem wyznawanych przez nas wartości sprzęgniętych z naszą wizją przeszłości. O ile w warunkach nieskrępowanej ekspresji świat pryncypiów i pamięci historycznej znalazłby w umieszczanych w przestrzeni publicznej upamiętnieniach pełne odbicie, ograniczone jedynie możliwościami technicznymi i zdolnościami artystów, o tyle w praktyce pojawia się kluczowa bariera – pryzmat polityczny. Może on być, w zależności od swego charakteru, mniej lub bardziej inwazyjny – zawsze jednak w pewnym zakresie zniekształca materialne świadectwo imponderabiliów.
Pryzmat ten zwykło się precyzyjniej określać mianem polityki historycznej. Nawet państwom demokratycznym służy ona do regulowania ekspresji pamięci zbiorowej – na ogół najlepiej czytelna jest w ideologicznych skrajnościach, choć zasadniczo jest wszechobecna. W państwach totalitarnych i autorytarnych polityka historyczna, a w konsekwencji także upamiętnienia, funkcjonują w oderwaniu od pamięci ogółu. Nie wyklucza to sytuacji, w których jedne z drugimi są zbieżne – gdy system instrumentalnie odwołuje się do tych samych wartości i doświadczeń historycznych, które zostały utrwalone we wrażliwości i pamięci społecznej, w pozostałych przypadkach mamy jednak do czynienia z zupełnie niezależną narracją, nastawioną wręcz na działanie odwrotne, tj. na planową przebudowę systemu wartości oraz pamięci, które w społeczeństwie wykształciły się w procesie dziejowym.
Szczególnym przypadkiem są systemy totalitarne narzucone narodom przemocą z zewnątrz. W takich wypadkach oficjalna narracja o przeszłości w węzłowych punktach niechybnie stać musi w sprzeczności z pamięcią historyczną społeczeństwa. W konsekwencji ta druga jest tłamszona i nie ma dla niej miejsca w przestrzeni publicznej. Jak się jednak okazuje, niezwykle trudno jest ją wykorzenić.
Takim szczególnym przypadkiem był komunizm przyniesiony Polakom na sowieckich bagnetach w 1944 r., zaś bolesną egzemplifikacją węzłowego (choć lokalnego) wydarzenia historycznego, charakteryzującego się dysonansem między oficjalną narracją historyczną a pamięcią społeczną była w okresie PRL Obława Augustowska. W tym przypadku „fałsz” polegał zasadniczo na całkowitym przemilczeniu wydarzenia. Dla tragedii tej przez dziesięciolecia nie było miejsca w naukowych opracowaniach historycznych, na łamach prasy czy w podręcznikach. Nie mogła też zostać upamiętniona w przestrzeni publicznej, a przynajmniej żadne upamiętnienie nie mogło być expressis verbis poświęcone jej samej i jej ofiarom. Nikt nie był wszak w stanie zweryfikować intencji, z jaką rodziny zaginionych w lipcu 1945 r. mieszkańców Augustowszczyzny, Suwalszczyzny czy Sokólszczyzny wznosiły anonimowe, przydomowe, przydrożne lub śródleśne krzyże i kapliczki. Może sięgały po jeszcze inne upamiętnienia, które dziś – dla osób niewiedzących nic o intencji kierującej ludzką ręką kilkadziesiąt lat temu – są wręcz całkowicie nierozpoznawalne w krajobrazie kulturowym Puszczy Augustowskiej i jej przyległości – np. posadzenie drzewa. Były to upamiętnienia o charakterze ściśle prywatnym, choć funkcjonujące w przestrzeni publicznej.
Owa wspomniana wyżej uniwersalna potrzeba upamiętniania podpowiada nam, że przypadki takie z pewnością miały miejsce. Niestety, obecnie niepodobna zweryfikować je w terenie – czas zaciera ślady ludzi, a po niewypowiedzianych myślach, intencjach i modlitwach, choćby do łez żarliwych, nie pozostaje żaden nic.
Obława Augustowska i setki jej ofiar, podobnie jak zbrodnia katyńska i dziesiątki tysięcy pomordowanych w jej wyniku oficerów Wojska Polskiego, w Polsce Ludowej skazane zostały na damnatio memoriae, tj. systemowe zapomnienie – wyrugowanie z państwowej narracji historycznej. Tama postawiona pamięci społecznej zaczęła pękać powoli dopiero wraz z odkryciem w 1987 r. zbiorowych grobów w pobliżu drogi Giby – Rygol. Przeprowadzone prace ekshumacyjne zweryfikowały owe pochówki jako należące do niemieckich żołnierzy poległych w 1944 r., niemniej wydarzenia te wyzwoliły w lokalnej społeczności chęć działania i upomnienia się o zaginionych bliskich. Już w tym samym roku powstał Obywatelski Komitet Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny Zaginionych w Lipcu 1945 roku, którego członkowie zajęli się wszechstronnym dokumentowaniem zbrodni. Wydarzenia te zbiegły się w czasie z postępującym rozkładem systemu politycznego PRL. Mimo to Służba Bezpieczeństwa próbowała rozmaitymi szykanami zwalczać rodzący się ruch społeczny. Był on zapewne postrzegany jako kolejny gwóźdź do trumny państwowej polityki historycznej wraz z leżącym u jej podstaw mitem wyzwolenia Polski przez Armię Czerwoną i jako cios wymierzony bezpośrednio w „sojusz” polsko-sowiecki. Zwieńczeniem działalności komitetu – już w demokratycznej Polsce – było wzniesienie pierwszego w przestrzeni publicznej upamiętnienia Obławy Augustowskiej, tzw. gibiańskiej Golgoty, poświęconego w 1991 r.
Przemiany polityczne pozwoliły wreszcie na ekspresję pamięci społecznej w przestrzeni publicznej. Wciąż utrudniała ją jednak bardzo trudna sytuacja gospodarcza kraju i powszechne ubóstwo. Z tych przyczyn w latach dziewięćdziesiątych nie powstało wiele osobnych upamiętnień ofiar Obławy Augustowskiej. Część z fundowanych wówczas obiektów, np. tablica umieszczona w 1991 r. w kościele św. Aleksandra w Suwałkach (obecnie konkatedra) oraz druga, zawieszona w 1993 r. w Augustowie na tzw. domu Turka, dedykowana była pamięci ofiar zbrodni stalinowskich, popełnionych przez NKWD i UB, ale nie odwoływała się bezpośrednio do ofiar obławy.
Sytuacji nie ułatwiał problem natury semantycznej – z powodu dziesięcioleci braku debaty publicznej i historycznej o zbrodniczej sowieckiej operacji przeprowadzonej w lipcu 1945 r. w rejonie Puszczy Augustowskiej brak było jednego, zwięzłego i rozpoznawalnego określenia ich ofiar. Termin „Obława Augustowska” spopularyzował i w wydarzeniu tym rozpoznał największą zbrodnię popełnioną na Polakach po II wojnie światowej dr Jan Jerzy Milewski – wybitny historyk-regionalista i współtwórca pionu naukowego Oddziału IPN w Białymstoku.
Upamiętnienia Obławy Augustowskiej zaczęły powstawać licznie i nierzadko w monumentalnych formach dopiero w XXI w., ze szczególną intensywnością począwszy od drugiej jego dekady. W ostatnich latach ekspresja pamięci społecznej związanej z tym wydarzeniem odbywa się przy merytorycznym, organizacyjnym i finansowym wsparciu IPN, w którego strukturze od 2016 r. działa Biuro Upamiętniania Walk i Męczeństwa. Jest to element realizacji nowej polityki historycznej państwa polskiego, polegającej przede wszystkim na wsparciu oddolnych inicjatyw, tj. na minimalizowaniu przeszkód w materializowaniu pamięci historycznej obywateli w przestrzeni publicznej.
Niniejsza lista upamiętnień związanych z Obławą Augustowską zawiera 29 obiektów znajdujących się, z trzema wyjątkami, na obszarze powiatów objętych w lipcu 1945 r. pacyfikacyjnymi działaniami sowieckimi: augustowskiego, suwalskiego (z Suwałkami – miastem na prawach powiatu), sejneńskiego i sokólskiego. Pozostałe upamiętnienia powstały w ośrodkach o różnym stopniu i charakterze centralności – w wojewódzkim Białymstoku, w stołecznej Warszawie oraz na częstochowskiej Jasnej Górze, czyli w religijnym, katolickim sercu Polski.
Poszczególne obiekty, ich historia oraz otoczenie zostały opisane oraz zilustrowane aktualnymi fotografiami. Tablice w Płaskiej i Wiżajnach znalazły się na liście, choć w chwili pisania tych słów, nie zostały jeszcze odsłonięte, choć nie ma wątpliwości, że przedsięwzięcia te niebawem będą doprowadzone do szczęśliwego końca, a tym samym zostaje oddalone w czasie niechybne, biorąc pod uwagę rosnącą liczbę upamiętnień ofiar Obławy Augustowskiej, zdezaktualizowanie się listy.
Celem niniejszej publikacji jest zebranie w jednym miejscu i upowszechnienie informacji o upamiętnieniach poświęconych Obławie Augustowskiej – swoiste „sprawdzam”, wypowiedziane wobec naszej zbiorowej pamięci o tym tragicznym wydarzeniu i naszej determinacji w oddawaniu czci należnej jej ofiarom w okresie ostatnich 35 lat, kiedy gesty takie stały się możliwe. Przy czym proponowane jest tu krytyczne spojrzenie na poszczególne obiekty memoratywne. Wyłuszczane są nierzadkie niestety błędy merytoryczne obecne najczęściej w inskrypcjach, na ogół będące konsekwencją zdezaktualizowania się stanu wiedzy. Refleksji poddawana jest ich obecność w przestrzeni publicznej. Zmieniające się i różnorodne czynniki zewnętrzne mają wpływ na odbiór treści niesionych przez upamiętnienia.
Na liście nie znalazły się te formy upamiętnienia, które nie mają choćby jednej z następujących cech: materialność, trwałość, stałe miejsce w przestrzeni publicznej, czytelne odniesienie do Obławy Augustowskiej. Nie ma więc na niej osobno opisanych świąt państwowych oraz ich cyklicznych obchodów, wystaw, festiwali, konkursów, dedykowanych utworów muzycznych i ich publicznych wykonań, rozmaitych form sztuki filmowej, audycji radiowych, odczytów, wykładów i przemów okolicznościowych, inscenizacji, literatury – począwszy od poezji, na pracach naukowych skończywszy, obiektów filatelistycznych, numizmatycznych, budynków i miejsc opisywanych w historiografii jako związanych z Obławą Augustowską, ale dotychczas nie wyróżnionych żadnym oznaczeniem instytucji itd. Niektóre z nich wspomniane są natomiast przy opisie obiektów z listy, gdy wiążą je szczególne relacje, np. jedność miejsca lub inspiracja artystyczna.
Obiekty na liście umieszczone zostały w porządku alfabetycznym, według nazw miejscowości, w których się znajdują. W przypadku, gdy w wyróżnionej lokalizacji jest więcej niż jedno upamiętnienie, ich kolejność w obrębie ośrodka ułożona została według subiektywnego porządku ważności, na który złożyły się liczne czynniki, np. kontekst historyczny i społeczny, monumentalność, centralność w przestrzeni publicznej oraz podczas wydarzeń wspólnotowych.
Pochylając się nad poniższą listą obiektów memoratywnych związanych z Obławą Augustowską, zważmy, że upamiętnienia – ich tworzenie, ich splendor, ale także cześć i atencja, jaką je otaczamy na co dzień i w szczególne dni świąteczne, mówią więcej o nas samych i o naszych czasach niż o ludziach i wydarzeniach, do których się odwołują.