Mały? Katyń
Gdy latem 1987 r. informacje o sowieckiej operacji wojskowej z lipca 1945 r. dotarły do dziennikarzy, jednym z porównań, których użyto wtedy do opisania tych nieznanych wcześniej wydarzeń, było porównanie do zbrodni katyńskiej. Operację tę nazywano „małym” lub „drugim” Katyniem.

Pod koniec lat osiemdziesiątych XX w. przekonanie o sowieckiej odpowiedzialności za zamordowanie wiosną 1940 r. ponad 20 000 polskich obywateli, w tym głównie oficerów Wojska Polskiego i Policji Państwowej, których szczątki odkryli Niemcy wiosną 1943 r., było już dość powszechne. Władze pogrążającego się w kryzysie Związku Sowieckiego zwlekały jeszcze z ujawnieniem prawdy, ale zarówno one, jak i reżim Wojciecha Jaruzelskiego nie były zdolne do utrzymania tej tragedii w tajemnicy. Już nie tylko tajne lekcje historii, prowadzone przez bliskich lub odważniejszych i bardziej świadomych nauczycieli, lecz także coraz liczniejsza literatura wydawana w drugim obiegu poszerzały wiedzę Polaków o prawdziwych okolicznościach tej zbrodni.

Nazywanie Obławy Augustowskiej małym Katyniem wskazywało na pewne podobieństwa między tymi dwoma wydarzeniami. Przede wszystkim chodziło o sprawców. W obu wypadkach decyzja o zamordowaniu licznej grupy osób, bez przeprowadzenia postępowania sądowego, bez wyroku, czasami tylko na podstawie potencjalnej przynależności do środowiska określanego jako „wrogie” w stosunku do władzy komunistycznej, zapadła na najwyższych szczeblach władzy. Polecenie zamordowania polskich jeńców wojennych w 1940 r. wydali członkowie Biura Politycznego Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików). Natomiast o likwidacji wyselekcjonowanej grupy osób ujętych latem 1945 r. w rejonie Puszczy Augustowskiej zdecydował co najmniej Ławrientij Beria, wicepremier oraz Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych, a przede wszystkim zastępca członka Biura Politycznego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików). Jednak biorąc pod uwagę ówczesną strukturę władzy, musiało się to wydarzyć, jeśli nie z inicjatywy, to przynajmniej za zgodą Józefa Stalina. Była to zatem decyzja polityczna, świadoma i zaplanowana.

Kolejne podobieństwo odnosi się do bezpośrednich wykonawców: funkcjonariuszy sowieckich służb. Za rozstrzelanie i pochowanie polskich obywateli w masowych grobach w Katyniu, Miednoje, Piatichatkach, Bykowni odpowiadał Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRS (NKWD), a do egzekucji ofiar Obławy Augustowskiej wyznaczono Główny Zarząd Kontrwywiadu „Smiersz”.

Tajność to kolejna cecha łącząca oba wydarzenia. O okolicznościach zbrodni katyńskiej opinia publiczna miała się nigdy nie dowiedzieć. Egzekucje wykonywano w możliwie dyskretny sposób, często w lesie, z dala od siedzib ludzkich, a masowe groby zamaskowano. Sam Stalin okłamywał polskie władze o losach „zaginionych” oficerów Wojska Polskiego, a gdy Niemcy odkryli miejsca pochówku i rozpoczęli ekshumacje, Moskwa konsekwentnie przez prawie 50 lat winą za zbrodnię obarczała III Rzeszę. Także ofiary Obławy Augustowskiej zostały zamordowane przez specjalnie do tego celu sprowadzonych ludzi, w ścisłej tajemnicy, w niedostępnym fragmencie lasu, wcześniej starannie przeszukanym i pilnie strzeżonym.

Za podobne można do pewnego stopnia uznać też ofiary. Zamordowani przez Sowietów mieszkańcy rejonu Puszczy Augustowskiej nie byli co prawda oficerami, osobami z wyższym wykształceniem czy wysoką pozycją społeczną, niemniej przedkładali ponad wszystko troskę o dobro wspólne i wierność głoszonym poglądom. Większość z nich ochotniczo służyła lub wspierała podziemne formacje zbrojne mające na celu odzyskanie przez Polskę pełnej niepodległości. Ofiary zbrodni katyńskiej i Obławy Augustowskiej zginęły, bo były Polakami nienadającymi się zdaniem Sowietów do reedukacji. Gdyby pozwolono im żyć, byliby przeszkodą w narzuceniu Polsce podległości, stałym zarzewiem buntu, wyrzutem sumienia dla tych, co zdradzili.

Mimo wskazanych podobieństw należy głęboko rozważyć, czy zasadne jest dalsze używanie określenia „mały Katyń” w wypadku Obławy Augustowskiej. Uwagę na niestosowność tak brzmiącego wyrażenia zwróciły nie tylko rodziny ofiar. Słowo „mały” może bowiem umniejszać znaczenie tej tragedii. A chodzi głównie o skalę. W Obławie Augustowskiej zginęło ponad trzydzieści razy mniej osób niż w zbrodni katyńskiej. Jednak czy powinniśmy stopniować wymiar tragedii? Może więc już czas odejść od określenia „mały Katyń”. Większość badaczy i publicystów od kilkunastu lat stara się mówić o Obławie Augustowskiej i to określenie lepiej naświetla okoliczności tego aktu ludobójstwa.