Specyfiką traumy rodzin ofiar Obławy Augustowskiej i innych zbrodni komunistycznych była towarzysząca jej świadomość, że przedstawiciele nowego systemu oczekują akceptacji tego, co spotkało ich bliskich. Co więcej, jeśli nie chcieli się narazić na represje, musieli brać udział w gloryfikowaniu osób odpowiedzialnych za ich cierpienie. Możemy się tylko domyślać, co czuli, gdy spędzano ich na marsze pierwszomajowe, składanie kwiatów pod pomnikami komunistycznych „bohaterów” czy wiece organizowane w podziękowaniu Związkowi Sowieckiemu za „wyzwolenie”. Zakaz mówienia o losie ofiar pozbawiał ich bliskich prawa do żałoby i do pamięci. Reżim komunistyczny zmuszał do cierpienia w milczeniu, w strachu przed represjami. Nie mogli zatem liczyć na współczucie rodaków, ich pomoc czy zrozumienie.
Okoliczności zatrzymania i domniemane zarzuty czyniły z ofiar obławy i ich bliskich osoby podejrzane. W propagandzie stalinowskiej powojenne podziemie niepodległościowe było traktowane jako „bandytyzm”, który należało bezwzględnie wytępić. Charakterystyczne dla ideologii komunistycznej przekonanie o odpowiedzialności całych grup społecznych za czyny ich niektórych przedstawicieli powodowało, że niezwykle trudno było członkom rodzin represjonowanych przez władze wyzwolić się z piętna „wrogów”. Mimo tych wszystkich uwarunkowań rodziny ofiar o nich nie zapomniały. Zachowały ich w dobrej pamięci. Nie uwierzyły w komunistyczną propagandę, że ich synowie, ojcowie czy bracia byli „bandytami”. Gdy tylko w 1987 r. pojawił się cień nadziei na odszukanie szczątków, ujawnienia tej skrywanej przez lata tęsknoty nic nie było w stanie powstrzymać. Na miejsce domniemanego masowego grobu przyjeżdżali nawet z odległych stron. Jak wielkie musiało być rozczarowanie, gdy okazało się, że był to grób żołnierzy niemieckich, poległych w czasie II wojny światowej… Wielu nie uwierzyło w ustalenia komunistycznego prokuratora, żądali powtórzenia ekshumacji, domagali się prawdy. Dziś nadal czekają na odnalezienie szczątków ich bliskich i godne pożegnanie.