Przez kilka tygodni, do wznowienia ofensywy w styczniu 1945 r., stacjonowały tu liczne oddziały Armii Czerwonej. Żołnierze sowieccy otrzymali przyzwolenie na traktowanie zajętych ziem jak kraju podbitego. Mieszkańcy byli bici i okradani, kobiety gwałcono na masową skalę, a winni – mimo że często znani i wskazani sowieckiemu dowództwu – nie byli pociągani do odpowiedzialności. Opór wobec nadużyć sowieckich żołnierzy był karany, czasami nawet śmiercią. Wrócił czas terroru.
W tej sytuacji instalująca się na tym terenie polska administracja komunistyczna nie była zdolna do skutecznego działania. Skargi, które na jej ręce kierowali krzywdzeni mieszkańcy, trafiały w próżnię. Nawet funkcjonariusze polskich organów bezpieczeństwa byli bezsilni.
W połowie sierpnia 1945 r. przybyli do Augustowa saperzy „ludowego” Wojska Polskiego. Witający ich ludzie relacjonowali, że „wojska sowieckie ich ciemiężą, gnębią, grabią, aresztują i gwałcą; mówią, że tu wszyscy są bandyci. Tu żadnych bandytów nie ma, to Sowieci wymyślają i tylko aresztują prawdziwych Polaków […], wyszczególniają przykłady, gdzie i kiedy jakiś żołnierz sowiecki popełnił coś karygodnego”.
Sowieccy żołnierze popełniali liczne przestępstwa nie tylko ze względu na bezkarność. Zdaniem walczących z nimi członków polskiego podziemia przeżywali frustrację związaną z przedłużającym się stacjonowaniem poza krajem oraz z obawami o swoją przyszłość po demobilizacji, ich dowództwo zaś, samo przeżarte alkoholizmem, przymykało oko na powszechne pijaństwo, które rozprzęgało dyscyplinę i ułatwiało przekraczanie granic moralnych. Sowieccy żołnierze otwarcie manifestowali też wrogość wobec Polaków, zapewne wskutek wieloletniej, konsekwentnie prowadzonej antypolskiej propagandy, z jaką stykali się od najmłodszych lat.
Skrzywdzeni Polacy nie mogli uzyskać od sowieckich i polskich władz żadnej pomocy. Szukali jej więc u żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego jako jedynej realnej siły zdolnej do poskromienia sowieckiego barbarzyństwa.