Pisma w pierwszej kolejności kierowano do polskich władz państwowych, organów bezpieczeństwa czy organizacji pomocowych, np. Polskiego Czerwonego Krzyża. Sprawy te trafiały też do prokuratorów, którzy często nieświadomi okoliczności zbrodni, rzeczywiście próbowali ustalić losy zaginionych osób.
Pisma krążyły po urzędach i instytucjach. Niektóre z nich uczciwie informowały, że nie znają losu wskazanych osób, inne nie odpowiadały w ogóle lub, co najgorsze, z nieznanych powodów podawały nieprawdziwe informacje, podtrzymując tym samym fałszywą nadzieję na odnalezienie. W miarę upływu czasu wiara w powrót najbliższych słabła, a aktywność poszukujących malała. Działo się tak m.in. dlatego, że funkcjonariusze miejscowych organów bezpieczeństwa grozili represjami, jeśli rodziny będą dalej „siać wrogą propagandę”. W 1987 r., gdy koło Gib odkryto masowy grób, wróciła nadzieja na odnalezienie pochówku bliskich. Jednak w masowym grobie pochowani zostali polegli w czasie II wojny światowej niemieccy żołnierze. Ta informacja – ze względu na odzew międzynarodowy pozwoliła, by o ofiarach obławy można było coraz częściej mówić publicznie. I dzięki temu sprawa zaginionych w lipcu 1945 r. osób stała się powszechnie znana. Nadal jednak brakowało wiedzy, co spotkało „lipcowych”, jak niektórzy nazywali ofiary obławy.
O tym, że poszukiwani przez tyle lat zaginieni mieszkańcy Suwalszczyzny zostali zamordowali, świadczy ujawniony dopiero w 2012 r. szyfrogram Wiktora Abakumowa z 21 lipca 1945 r., w którym ten proponował Ławrientijowi Berii likwidację ujętych w obławie „bandytów”. Nie znamy odpowiedzi Berii, ale wszystkie znane fakty przemawiają za tym, że przychylił się on do tego wniosku. Dokument ten dowodzi, że ofiary obławy zostały z premedytacją, na podstawie decyzji najwyższych władz Związku Sowieckiego, zamordowane tuż po zakończeniu operacji. Schwytani Polacy nie stanęli przed żadnym sądem, nie postawiono im zarzutów. Najprawdopodobniej od początku planowania tej operacji zakładano likwidację wszystkich osób podejrzanych o wspieranie podziemia niepodległościowego.
Po zapoznaniu się z treścią szyfrogramu Abakumowa prowadzący śledztwo prokurator IPN uznał, że doszło do aktu ludobójstwa. Była to więc zbrodnia, która zgodnie z międzynarodowymi konwencjami oraz prawem polskim, nie może się przedawnić.